INDIE - PÓŁ ŻARTEM PÓŁ SERIO - BIDIS
W Indiach
oczywiście też się pali papierosy, może w trochę
mniejszym stopniu niż w Europie, ale jednak.
Przynajmniej tak to widać na ulicy. Oczywiście
powszechnie wiadomo, że ludność kraju jest uboga, gdzie
słowo ubóstwo nabiera nowego znaczenia, dlatego zakup
używek tytoniowych takich jak nasze papierosy, bądź
tytoń może być dla tak ubogich mieszkańców wprost
niemożliwy. Oczywiście pewnym wyjściem są podróbki
znanych marek papierosowych, ale i tak są one dla nich
za drogie.
Jednak w Indiach produkowany jest pewien rodzaj papierosów, które dostępne są nawet dla najbiedniejszych obywateli. Ich nazwa to „Bidis”. Są to ręcznie rolowane małe papierosy grubości może dwóch zapałek. Co jest zrolowane w tym papierosie, to trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jest tam trochę tytoniu, ale też coś jeszcze, czego niestety nie można rozpoznać. Papieros lub raczej „papierosik”, bo wymiar tego cuda jest znacznie mniejszy od standardowych king size, jest produkowany ręcznie, ale nie posiada bibułki. Bibułkę stanowi jakiś zasuszony liść z rośliny niewiadomego pochodzenia. Generalnie w czasie palenia nie czuć tytoniu a zapach jest bardzo podobny do tego jaki wydobywa się ze skręta zrobionego z siana i to częściowo mokrego. W internecie można znaleźć informację, że „Bidis” to papierosy produkowane w różnych smakach i eksportowane do ponad 100 krajów świata. Kiedy przypominam sobie to, co wypaliłem pod nazwą „Bidis” trudno mi w to jednak uwierzyć.
I teraz krótka historyjka. Oczywiście wraz z kolegą nie omieszkaliśmy wypróbować tego wspaniałego produktu. Kiedy go sobie spokojnie podpalaliśmy, wypatrzył nas nasz kierowca i przybiegł do nas z wielkim wytrzeszczem oczu i krzykiem: „Danger, boss!”. Od niego właśnie dowiedzieliśmy się, że nie jest to żaden regionalny rarytas, a używka dla biedoty z podejrzanym składem. Zabronił nam kategorycznie palić te papieroski. W dowód uznania za heroiczność, z jaką nas ostrzegł, kupiliśmy mu paczkę „Marlboro”. Nigdy nie widziałem szczęśliwszego człowieka. W samochodzie, w którym również mieszkał, ubrał się w czystą szatę, a następnie powoli odpalił nasz prezent, leżąc sobie na masce o zachodzie słońca.
Jednak w Indiach produkowany jest pewien rodzaj papierosów, które dostępne są nawet dla najbiedniejszych obywateli. Ich nazwa to „Bidis”. Są to ręcznie rolowane małe papierosy grubości może dwóch zapałek. Co jest zrolowane w tym papierosie, to trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jest tam trochę tytoniu, ale też coś jeszcze, czego niestety nie można rozpoznać. Papieros lub raczej „papierosik”, bo wymiar tego cuda jest znacznie mniejszy od standardowych king size, jest produkowany ręcznie, ale nie posiada bibułki. Bibułkę stanowi jakiś zasuszony liść z rośliny niewiadomego pochodzenia. Generalnie w czasie palenia nie czuć tytoniu a zapach jest bardzo podobny do tego jaki wydobywa się ze skręta zrobionego z siana i to częściowo mokrego. W internecie można znaleźć informację, że „Bidis” to papierosy produkowane w różnych smakach i eksportowane do ponad 100 krajów świata. Kiedy przypominam sobie to, co wypaliłem pod nazwą „Bidis” trudno mi w to jednak uwierzyć.
I teraz krótka historyjka. Oczywiście wraz z kolegą nie omieszkaliśmy wypróbować tego wspaniałego produktu. Kiedy go sobie spokojnie podpalaliśmy, wypatrzył nas nasz kierowca i przybiegł do nas z wielkim wytrzeszczem oczu i krzykiem: „Danger, boss!”. Od niego właśnie dowiedzieliśmy się, że nie jest to żaden regionalny rarytas, a używka dla biedoty z podejrzanym składem. Zabronił nam kategorycznie palić te papieroski. W dowód uznania za heroiczność, z jaką nas ostrzegł, kupiliśmy mu paczkę „Marlboro”. Nigdy nie widziałem szczęśliwszego człowieka. W samochodzie, w którym również mieszkał, ubrał się w czystą szatę, a następnie powoli odpalił nasz prezent, leżąc sobie na masce o zachodzie słońca.
