Lake District 2009

    W tej galerii chciałbym podzielić się z wami zdjęciami, które zrobiłem podczas wizyty u mojego brata Mateusza w Wielkiej Brytanii pod koniec września 2009. W moim odczuciu położony w północno-zachodniej Anglii (hrabstwo Cumbria) Park Narodowy Lake District to bardzo ciekawa kraina gór i jezior, która nie przypomina niczego, co do tej pory widziałem. Najwyższe góry Anglii wysokością dorównują zaledwie naszym Beskidom, ale jednocześnie wydają się znacznie bardziej dzikie i odludne niż o wiele od nich wyższe Alpy: są puste, porośnięte trawą i niemal zupełnie bezleśne, a w rejonie najwyższego szczytu Anglii nawet dość mocno skaliste, w czym akurat jako żywo przypominają... nasze Tatry. Skojarzenie z Tatrami nie jest zresztą całkiem przypadkowe, gdyż ze względu na bliskość morza różnice wysokości pomiędzy dolinami a wierzchołkami są tutaj niekiedy prawie tatrzańskie. Na tym jednak analogie się kończą, gdyż w przeciwieństwie do naszych gór w Lake District nie ma w ogóle schronisk, zagospodarowanie turystyczne terenu jest niewielkie, a szlaki, mimo że dobrze przedeptane, są przeważnie nieoznakowane.
    Z dzikością krajobrazu współgrała też dość dobrze w trakcie naszego pobytu jednostajnie melancholijna angielska pogoda – szczyty często tonęły we mgle, a niebo niemal bezustannie pokrywały gęste stalowe chmury, przez które gdzieniegdzie przedzierały się zagubione promyki słońca. Z chmur tych padała od czasu do czasu słabiutka mżawka, lecz bardziej od niej nieprzyjemny był zimny wiatr.
    Po terenie
Lake District poruszaliśmy się wypożyczonym samochodem oraz piechotą odwiedzając urocze miasteczka w rodzaju Kendal i Keswick, miejscowe cuda natury, w tym dość spory wodospad, którego nazwa gdzieś mi się niestety zapodziała, ale też
np. pozostałość po dawnych mieszkańcach tych terenów, czyli jeden z wielu na Wyspach Brytyjskich kamiennych kręgów (Castlerigg Stone Circle). Nocowaliśmy na kempingach pod namiotem, ponieważ kwatery prywatne - popularne B&B (Bed and Breakfast) - osiągają dość zawrotne ceny, a poza tym biwakowanie ma swój niezaprzeczalny urok. Zresztą jeden z tych kempingów, położony w rejonie Keswick, bardzo miło wspominam, gdyż łazienki były tam niemal tak eleganckie i czyste, jak w hotelu. 
    Podczas naszego pobytu w 
Lake District zrobiliśmy też oczywiście dwie porządne wycieczki górskie. Pierwszą na trzeci co do wysokości szczyt tych gór, czyli Helvellyn (950 m n. p. m), natomiast drugą na wspomniany już najwyższy szczyt Anglii Scafell Pike (978 m n. p. m.). Trasa na Helvellyn jest prościutka i można ją polecić nawet ludziom niezbyt obytym z górami. Szczyt uraczył nas pięknymi widokami, niestety
nie byliśmy na nim zbyt długo, 
gdyż przegnał nas stamtąd skutecznie porywisty, zimny wiatr. W odróżnieniu od niego Scafell Pike wymaga już trochę więcej wysiłku (stromizna, wchodzenie po osuwającym się piarżysku, kamieniste partie podszczytowe). Najwyższe wzniesienie Anglii powitało nas przygnębiającą aurą, czyli szarugą, wilgocią i mgłą, wskutek czego niedane nam było się cieszyć jakimikolwiek widokami z jego wierzchołka. Jedyną pociechą było to, że przynajmniej wiatr nie wywracał nas tam na szlaku. Wasz autor strony Piotrek