Rysy 24.06.2011

     Wycieczka na Rysy to plan na drugi dzień mojego dwudniowego wypadu w Tatry z Dorotą-Czarownicą, Marcinem-Lowellem oraz Tomkiem. Tymczasem w nocy, kiedy większość naszej grupy smacznie śpi po zdobyciu Koprowego Wierchu (Kôprovský štit) w Schronisku przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso), nad górami rozpętuje się gwałtowna burza z piorunami, z którą musi się zmierzyć Tomek śpiący w górskiej kolebie. Ponieważ wybrał miejsce niezbyt dobrze osłonięte przed deszczem więc zalewa go woda i musi w końcu szukać po ciemku bezpieczniejszego i lepiej zadaszonego lokum. Na ironię jednak zakrawa fakt, że mimo przemoczenia i kiepsko przespanej nocy jest na miejscu zbiórki (Rázcestie nad Žabím potokom, 1620 m) o czasie, a nasza schroniskowa trójka ze sromotnym godzinnym opóźnieniem he he.

     Przy Rázcestiu nad Žabím potokom zmieniamy znany nam już niebieski szlak na czerwony, którym będziemy szli aż do samego wierzchołka najwyższej góry Polski. Jego początkowy odcinek jest stosunkowo łagodny, ale aura nie nastraja nas optymizmem: wszystko, co wyrasta ponad okoliczne doliny, tonie w mgłach i chmurach, poza tym jest dość zimno i wietrznie, a jak by tego było mało Marcin skarży się jeszcze na otartą wczoraj nogę. Mimo wszystko idziemy dalej wyznaczoną trasą. Ponieważ widać tylko najbliższe okolice (w tym Wielki Żabi Staw Mięguszowiecki), a kozice i świstaki smacznie śpią gdzieś wśród skał, główną atrakcją staje się obserwacja wspinaczki tragarza górskiego (słow. nosič), który mimo zaawansowanego wieku i niezbyt potężnej postury dziarsko niesie do Chaty pod Rysami monstrualną górę pakunków.

    W końcu tragarz podąża prosto do góry sobie tylko znaną i wyłącznie dla niego przeznaczoną ścieżką, zaś my podchodzimy szlakiem pod jedyne trudne miejsce, którym jest ubezpieczone łańcuchami i klamrami skalne zacięcie: pokonujemy jeden łańcuch, potem drugi, następnie śliską i mokrą skalną płytę z osadzonymi w niej stalowymi klamrami, jeszcze kilka łańcuchów, zamocowanych chyba bardziej dla bezpieczeństwa niż ze względu na rzeczywiste trudności i stajemy w Kotlince pod Wagą (Kotlinka pod Váhou).

      Teraz dochodzimy po rumoszu skalnym i dużym płacie śniegu do najwyższego w Tatrach i połączonego ze światem jedynie górskim szlakiem schroniska zwanego Chatą pod Wagą (Chata pod Rysmi, 2250 m). Budynek, który był w przeszłości wielokrotnie niszczony przez lawiny (ostatni raz w 2001 roku), jest obity srebrną blachą i przechodzi właśnie generalny remont. My zaś zatrzymujemy się w jego przytulnym wnętrzu, żeby zjeść drugie śniadanie. Warto jeszcze dodać, że specyficzną, fotografowaną przez wszystkich turystów „atrakcją turystyczną” tego schroniska jest położony w pewnym oddaleniu od budynku, fantazyjnie pomalowany i raczej nieosiągalny dla osób po kilku piwach drewniany wychodek.

      W końcu zbieramy się do ostatniego już tego dnia podejścia. Wychodzimy ze schroniska i konstatując z radością, że poprawiła się pogoda, zmierzamy dziarsko w kierunku przełęczy Waga (Váha, 2340 m), która oddziela dość łagodny z tej strony masyw Rysów (2499 m i 2503 m) oraz skaliste i bardzo nieprzystępne zbocza Ciężkiego Szczytu (2520 m) i schowanej za nim Wysokiej (2547 m). Mimo przepływających ciągle mgieł z Wagi rozpościera się ujmujący widok na jeszcze jeden znany szczyt, czyli Ganek (2462 m), a w szczególności osławioną w taternickiej literaturze Galerię Gankową i oddzielającą ją od Ciężkiej doliny słynną, pionową, mającą ok. 300 m wysokości wspinaczkową ścianę.

      Powyżej przełęczy Waga mijam zbiegające z Rysów dziewczęta ubrane w legginsy i sportowe obuwie. Mimochodem rzucam uwagę, że „biegną jak gazele”, a idący poniżej Dorota i Marcin słyszą mniej więcej taką rozmowę: „A kto to jest gazel? Nie wiem dokładnie, ale gazel, to wiesz, znaczy tak ekstremalnie” heh. 

      Wkrótce przechodzę trochę poniżej pierwszego spiętrzenia grani zwanego Kopą nad Wagą (Kopa nad Váhou, ok. 2390 m) i staję na stromym i skalistym zboczu Rysów. Teraz czeka mnie krótka, ale dość nieprzyjemna wspinaczka po kruchych skałach w kierunku wierzchołka. O samym wierzchołku najwyższej góry Polski mogę powiedzieć tylko tyle, że nie jest szczególnie ciekawy i pozostaje daleko w tyle choćby za tyrolskim Wildspitze. Cieszy się jednak nie słabnącą popularnością i turyści „oblepiają” go, jak pingwiny nadmorskie skały. 

     Ponieważ na wierzchołku jest dość tłoczno i wąsko, a ponadto od słowackiej strony podchodzi kolejna duża grupa turystów, więc szybko pakujemy klamoty i schodzimy znaną nam już drogą. Zejście, poza ubezpieczonym zacięciem, nie dostarcza nowych wrażeń. Zaś samo zacięcie robi się nieco nieprzyjemne z uwagi na ciągnące nim tłumy turystów, a w szczególności niedoświadczoną węgierską młodzież, która pędzi do góry zupełnie nie zrażona tym, że z góry schodzą ludzie. Wycieczkę kończymy już tradycyjnie w bukowińskiej karczmie „Giewont”, serwującej liczne potrawy regionalne, w tym również całkiem smaczną pizzę. Wasz autor Piotrek

Trasa: Schronisko przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso, ok. 1500 m) – Rázcestie nad Žabím potokom (1620 m) – Żabia dolina (Žabia dolina) – Kotlinka pod Wagą (Kotlinka pod Váhou) – Chata pod Wagą (Chata pod Rysmi, 2250 m) – Waga (Váha, 2340 m) – Kopa nad Wagą (Kopa nad Váhou, ok. 2390 m) – Rysy (2499 m i 2503 m) – Kopa nad Wagą (Kopa nad Váhou, ok. 2390 m) – Waga (Váha, 2340 m) – Chata pod Wagą (Chata pod Rysmi, 2250 m) – Kotlinka pod Wagą (Kotlinka pod Váhou) – Żabia dolina (Žabia dolina) – Rázcestie nad Žabím potokom (1620 m) – Schronisko przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso, ok. 1500 m) – skrzyżowanie drogi nr 537 z drogą do stacji kolejki Popradské Pleso. Uwaga! Jedyne trudniejsze technicznie miejsce na szlaku (skalne zacięcie) znajduje się pomiędzy Żabią doliną i Kotlinką pod Wagą. Reszta trasy to mozolne podejście w górę (lub strome zejście na dół :).