Koprowy Wierch 26.06.2011

     Rozpoczynamy wycieczkę w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie czekam z Tomkiem na Marcina-Lowella i Dorotę-Czarownicę przy skrzyżowaniu dróg na Jurgów i do centrum Bukowiny. Tomek drzemie w samochodzie, a ja obserwuję drogę, czy nie nadjeżdżają nasi towarzysze, jem śniadanko i z lekkim niepokojem spoglądam na mocno zachmurzone niebo (czy pogoda będzie dla nas dzisiaj łaskawa?). Wreszcie dzwoni telefon: są w Bukowinie, ale zupełnie gdzie indziej, gdyż my jechaliśmy przez Białkę Tatrzańską, zaś nasi towarzysze ze Śląska przez Poronin. W końcu po kilkuminutowych poszukiwaniach znajdujemy ich koło niedawno zbudowanych term w Bukowinie i zapada ostateczna decyzja: autko Marcina zostaje na parkingu obok term z nieśmiałą nadzieją, że nikt go sobie nie „wypożyczy”, zaś Marcin i Dorota przesiadają się do mojego i ruszamy przez Jurgów na Słowację.

       Objeżdżamy połowę Tatr i dojeżdżamy do skrzyżowania głównej trasy tatrzańskiej nr 537 (Cesta Slobody) z boczną drogą, prowadzącą do stacji elektriczki Popradské Pleso. Wjeżdżamy w boczną drogę i podjeżdżamy na położony jakieś 500 m dalej parking, ale perspektywa stania „pod chmurką” w cenie 5,30 EU za dobę skutecznie zniechęca nas do tej opcji i wracamy do głównej drogi, gdzie zaraz przy skrzyżowaniu jest darmowa zatoka na poboczu.

     Następnie podążamy już piechotą nudnym i nużącym asfaltowym traktem do Schroniska przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso, ok. 1500 m), przy czym ja z Marcinem człapiemy statecznym, emeryckim krokiem, zaś Tomek i Dorota pędzą przed nami jak rącze konie, więc szybko okazuje się, że kiedy my dopiero dochodzimy do Schroniska oni już są niemal w połowie drogi na Koprowy... Na szczęście odbywamy krótką rozmowę przez komórkę pod tytułem „gdzie jesteście?” i Dorota wraca do nas, żeby zostawić w schronisku część bagażu.

      Teraz następuje główna część wycieczki, czyli podejście niebieskim szlakiem na Koprowy Wierch: szlak jest długi i dość stromy, ale bez żadnych trudności technicznych, a do tego jeszcze pierwszorzędny widokowo: po lewej stronie towarzyszą nam dzikie urwiska Szatana (2422 m) i jego nie mniej skalistych trabantów, po prawej podziwiamy wyniosłą grań Cubryny (2376 m) i Mięguszowieckich Szczytów oraz ukrytą trochę w głębi dumną Wysoką (2547 m), a w końcu też dwuwierzchołkowe Rysy (2499 i 2503 m). Warto jeszcze dodać, że pogoda z każdą godziną się poprawia, a towarzystwo po prostu tryska humorem.

      Po wejściu na Koprową Przełęcz (Vyšné kôprovské sedlo, 2180 m), robimy sesję fotograficzną przy szlakowskazie i zmieniamy szlak na czerwony. Tomek pędzi mocno z przodu i prawie znika na horyzoncie, natomiast pozostali spokojnie maszerują w tyle. Wkrótce wchodzimy na „wierzchołek Koprowego”, który okazuje się być – jak to często bywa w górach – dość łagodnym przedwierzchołkiem. Teraz chowamy kije do plecaków, bo czeka nas skaliste i strome, a po części też eksponowane podejście po lewej stronie grani na rzeczywisty wierzchołek Koprowego Wierchu (Kôprovský štit, 2363 m).

      Na szczęście droga nie jest zbyt długa, a widok z wierzchołka w dwójnasób nagradza nasz wysiłek: zewsząd otaczają nas piękne łańcuchy górskie, a poza wspomnianymi już wcześniej Cubryną, Mięguszami i Wysoką podziwiamy też całkiem okazałą panoramę polskiej części Tatr ze Szpiglasowym Wierchem (2172 m) na pierwszym oraz Świnicą (2301 m), Zawratem (2158 m), Małym Kozim Wierchem (2228 m) i Kozim Wierchem (2291 m) na drugim planie.

     Na szczycie robimy naprawdę dłuuuuugą „nasiadówkę”: piękne widoki, sucha i ciepła skała oraz przyjemnie grzejące słoneczko, a do tego jeszcze bezwietrzna aura rozleniwiają nas zupełnie. Dorota mruczy jak kot i się opala, a koledzy drzemią rozłożeni na skałach, przy czym Tomek może jeszcze z bliska podziwiać ponętnie wypiętą pupę i stringi turystki z innej polskiej grupy.

      Wreszcie następuje jakże przykry moment, kiedy trzeba podnieść rozleniwione ciało i rozpocząć zejście do doliny. Idziemy niespiesznie, a przed przełęczą Tomek oznajmia, że musimy się rozstać, gdyż dzisiaj będzie spał w kolebie „pod chmurką”. Zatem wręczam mu kilka torebek herbaty i cukru, ustalamy godzinę i miejsce jutrzejszego spotkania i żegnamy się, po czym kolega zostaje na ciepłym, trawiastym zboczu Koprowego, a my niespiesznie schodzimy znaną już trasą do Schroniska przy Popradzkim Stawie.

      Na zakończenie kilka słów o schronisku. Chata przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso) została określona mianem „hotelu górskiego” i tak też należy ją traktować: noclegi są dość drogie ale miejsca jest w niej na kompanię wojska, ma masę łazienek i wielką salę restauracyjną z pełną gastronomią. Zmotoryzowanych ucieszy zapewne fakt, że istnieje możliwość dojazdu do schroniska własnym samochodem. Szkoda tylko, że jakoś mało tu przytulnie i brakuje prawdziwego górskiego klimatu... Na szczęście jestem w towarzystwie przesympatycznych ludzi, którzy dzielą się ze mną coraz to nową... sałatką z makreli, a jako że jesteśmy za granicą, otaczają nas niemal sami rodacy, w tym turysta ze Śląska, który stawia nam wszystkim kolejkę Czeskiego piwa Zubr (dzięki wielkie!) oraz para odważnych wspinaczy, którzy następnego dnia będą zdobywać słynnego Żabiego konia. Wasz autor Piotrek

    

Trasa: skrzyżowanie drogi nr 537 z drogą do stacji kolejki Popradské Pleso – Schronisko przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso, ok. 1500 m) – Rázcestie nad Žabím potokom (1620 m) – Koprowa Przełęcz (Vyšné Kôprovské sedlo, 2180 m) – Koprowy Wierch (Kôprovský štit, 2363 m) – Koprowa Przełęcz (Vyšné Kôprovské sedlo, 2180 m) – Rázcestie nad Žabím potokom (1620 m) – Schronisko przy Popradzkim Stawie (Chata Popradské pleso, ok. 1500 m). Trasa jest dostępna dla wszystkich, którzy mają dobrą kondycję fizyczną.